Wyścig z czasem – jak nasi anestezjolodzy uratowali 16-latka ukąszonego przez żmiję lewantyńską

Data publikacji: 09.06.2026

Kilka dni temu Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie stał się miejscem wyjątkowej walki o życie – walki, która wymagała nie tylko wiedzy medycznej, ale i determinacji, sprawności organizacyjnej i odwagi w podejmowaniu trudnych decyzji.

Noc, która zaczęła się o 23:30

O 23:30 na oddział trafił 16-latek ukąszony przez żmiję lewantyńską. To gatunek nie występujący w Polsce – jej hodowla w naszym kraju jest prawnie zakazana. Ukąszenie przez tego węża jest stanem bezpośredniego zagrożenia życia i wymaga podania swoistej surowicy. Bez niej szanse na przeżycie gwałtownie maleją.

Zespół anestezjologów natychmiast podjął leczenie objawowe, stabilizując stan chłopca. Jednocześnie rozpoczęły się intensywne poszukiwania celowanej surowicy – kilkanaście telefonów do innych szpitali, ogrodów zoologicznych, hodowców gadów i Katedry Medycyny Tropikalnej Centrum Depot. Po kilkudziesięciu minutach stało się jasne: najbliższa dostępna surowica znajduje się w Monachium.

Logistyczny wyścig z czasem

To, co nastąpiło potem, było prawdziwym testem sprawności organizacyjnej całego zespołu. Konieczne było zorganizowanie transportu lotniczego z Warszawy do Monachium, skąd taksówką odebrano surowicę z lotniska. Powrotny lot wylądował bezpośrednio na lotnisku Kraków Balice – tam już czekał transport szpitalny.

Równolegle trwały rozmowy w sprawie akceptacji kosztów całej operacji. Szpital podjął decyzję o pokryciu wydatków, nie czekając wtedy jeszcze na gwarancję zwrotu ze strony NFZ (długi weekend, nie ma z kim skonsultować). Bo kiedy chodzi o życie pacjenta, czas jest ważniejszy niż procedury finansowe.

Surowica na oddziale  i przełom

W piątek po godzinie 15:00 surowica dotarła na Oddział Intensywnej Terapii. Uruchomiono wlew dożylny. Przez kolejne godziny zespół czuwał przy łóżku chłopca. Powoli, stopniowo jego stan zaczął się poprawiać.

Dziś możemy powiedzieć z ulgą i satysfakcją: walka o surowicę miała sens. Chłopiec żyje.

Praca zespołowa, która ratuje życie

Ta historia to dowód na to, że w medycynie krytycznej samo leczenie to często dopiero połowa sukcesu. Druga połowa to determinacja, by znaleźć rozwiązanie tam, gdzie go nie ma – kilkanaście telefonów w środku nocy, odwaga w podejmowaniu decyzji finansowych bez gwarancji zwrotu i sprawna koordynacja działań wielu osób jednocześnie.

Jesteśmy dumni z naszego zespołu!

Ułatwienia dostępu